Jest taki dzień, tylko jeden dzień w tygodniu. Dzień, zwykły dzień, w którym.... do kawiarni naprzód marsz =)
Śnieg ma w sobie coś magicznego, wirujące w powietrzu białe płatki przenoszą mnie zawsze do krainy bajek. Mogłabym siedzieć w oknie, przy kominku, okryta ciepłym kocykiem i bez końca patrzeć na tańczące za szybą gwiazdki... ech... Pierwszy śnieg tej zimy. Taki dzień, jak dziś to wyśmienita okazja do wyjścia z domu, pobuszowania po mieście w poszukiwaniu dobrej kawy w klimatycznej kawiarni. Warszawa ma sporo takich miejsc, więc jest w czym wybierać. Tym razem zawitałam do malutkiego /taki rozmiar knajpek najbardziej sobie cenię/, urokliwego lokalu o śmiesznej nazwie Szczotki Pędzle. Ci z was, którzy znają to miejsce wiedzą, że kiedyś był tu sklep właśnie z takimi artykułami. Po starym biznesie pozostał tylko napis nad wejściem i chyba nic więcej, bo szczerze mówiąc nie doszukałam się we wnętrzu kawiarni odniesień ani do szczotek, ani do pędzli! Choć innych rzeczy jest tu całe mnóstwo. Stoliki, każdy w swoim rodzaju, tak jak i fotele, krzesła, szafki, lampy; wszystkie meble stanowią swoistą mieszankę domowo- kawiarnianą. Nawet łazienka ma coś z tego "swojskiego klimatu"=) Jak już wejdziecie do środka przejdźcie od razu do drugiej sali (w prawo od baru i na wprost), gdzie znajdziecie trochę więcej przestrzeni do szeptanych rozmów, cichej kontemplacji najnowszej powieści lub głębokiej refleksji nad obecną rzeczywistością. Nie zapomnijcie tylko zamówić kawy lub herbaty, lub czekolady, lub ciasta, lub kanapki, tostów oraz innych różności, których, jak na tej wielkości lokal, jest tu wybór spory. Ja trafiłam do Szczotek już po śniadaniu, więc poprzestałam na... Dużym Cappu, oczywiście =)
Pierwsze wrażenie: duże cappuccino jest duże! Naprawdę duża filiżanka, wypełniona po brzegi kawowo- mleczną mieszanką za całkiem rozsądną cenę /jak na centrum warszawy/. Smak? Niezły. Proporcje? Mogą być. Konsystencja? Nie najgorsza. Całość? Niech będzie mocne 4. Nie wiem, czy to po prostu kwestia jakości kawy, ale samo espresso było nieco kwaskowate i nie do końca połączone ze spienionym mlekiem. Wypiłam w całości, ale pewien kawowy niedosyt pozostał niezaspokojony.
Klimat SzczotekPędzli ma w sobie to coś, co przyciąga. Coś, co sprawia, że chce się tam wrócić i jeszcze raz rozsiąść wygodnie w miękkim fotelu, otworzyć opasłą książkę i dać jeszcze jedną szansę bariście na wyczarowanie lepszej kawy. Kto wie, może SzczotkiPędzle potrafią mnie jeszcze zaskoczyć?
Za oknem coraz bielej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz