No i klops... post z poniedziałku się nie zapisał, w związku z tym muszę zacząć go od początku. Niestety będzie już wpisem wtorkowym, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie. A brzmiał mniej więcej tak:
Nie lubicie poniedziałków? Ja wręcz przeciwnie. Zaczyna się nowy tydzień, nowy dzień, w którym nie wiadomo co nas może spotkać. Przed nami nowe doświadczenia, nowe odkrycia, nowe przeżycia... Tylko pogoda jakoś nie chce być 'nowa'. Stalowe chmury na niebie, temperatura nijaka, szaro- burość w pełnej okazałości skłania do niczego. Ale ja się nie poddam. Duże cappu doda światu barw, wypełni go jasnymi kolorami, przywoła uśmiech na twarzy i da nadzieję, że słońce i zima jeszcze o nas nie zapomniały. W kawie cała nadzieja.
Dziś będzie nieco sentymentalnie... Jest na Saskiej Kępie mała uliczka, a przy niej mała furtka, przez którą wchodzi się do małej kawiarni o niewinnej nazwie Kępa Cafe. Znacie? Ja znam i nie znam, ponieważ w minionym już roku 2011 kawiarnia zmieniła swoje oblicze w związku ze zmianą szefostwa. Ja pamiętam przytulne, nastrojowe miejsce z kolorowymi fotelami, stolikami "nie do pary", mnóstwem ciekawych książek i różnymi pysznościami na niewielkim barze. Była tu kawa fair trade, mate zaparzana w tykwach, była ekologiczna herbata i stara chłodziarka na regionalne napoje... Teraz jest biało- czarno, nieco chłodno i obco. Wnętrze przypominające salon jednego z wielu warszawskich mieszkań zmieniło się w designerską przestrzeń z dużym barem i menu wypisanym białą kredą na czarnej ścianie. Taką Kępę dopiero poznaję. A poznać ją warto... Kawa naprawdę dobra, mocne 4, nawet 4+, mleko spienione jak należy, proporcje w cappuccino odpowiednio zachowane. Coś do kawy też się tu znajdzie. Ja próbowałam tostów (składniki do wyboru) oraz kanapek (mi przypadła do gustu propozycja z serkiem, pomidorem i bazylią na ciemnym pieczywie). Niby wszystko tak, jak być powinno: miła obsługa, fajna muzyka, duże porcje, ceny rozsądne, a jednak...
W mojej głowie nadal bardzo wyraźnie tkwi obraz starej Kępy. Wspomnienie 'starego' klimatu tego miejsca nadal jest żywe. Kto wie, może z czasem nowa twarz kawiarni przemówi do mnie pełnym głosem.
Na razie nieśmiało szepcze. Słyszycie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz